Wielki sukces Pawła Ruszały w Maratonie Opolskim!

Mieszkaniec Kątów Opolskich, Paweł Ruszała osiągnął wielki sukces w odbywającym się 6 maja Maratonie Opolskim. Mieszkaniec naszej gminy zajął 3 miejsce w klasyfikacji ogólnej oraz 1 miejsce w klasyfikacji Województwa Opolskiego. Pawłowi gratulujemy sukcesu, i trzymamy kciuki za dalszy rozwój.

Dodatkowo zamieszczamy relacje Pawła z biegu na maratońskim dystansie:

"W noc przed maratonem, jak zawsze, nie mogłem spać spokojnie. Stres przed startem jest nieodłącznym elementem ścigania się. Mimo, że wszystko miałem przygotowane, zawsze jest strach przed zapomnieniem jakiegoś ważnego elementu, jakim jest żel energetyczny lub jakaś część garderoby. Po nie do końca przespanej nocy, wstałem o 6 rano.

Maraton Opolski startował o 9:10, o 8:30 rozpocząłem lekką rozgrzewkę. Przed startem w biegu długim nie trzeba się tak długo rozgrzewać jak przed biegami krótszymi np. 10km. Punkt 9:10 wystartowaliśmy. Zarówno bieg na dystansie półmaratonu jak i maratonu. Na szczęście była możliwość rozpoznania, kto na jaki dystans biegnie – kolor i napis na numerze startowym świadczył o planowanym do przebiegnięcia dystansie. „Kenijska lokomotywa”, a mianowicie trzech kenijskich zawodników startujących na krótszym dystansie pobiegło przodem. Za nimi pozostali włącznie ze mną. Było nas niewielu, może kilkunastu, wymieszanych z dwóch dystansów. Ciężko było poznać kto, ile biegnie, jeśli nie widziało się jego numeru. Z początku myślałem, że biegnę na czwartej, może piątej pozycji. Pierwszy kilometr, jak zawsze na starcie, wyszedł minimalnie za szybko. Po chwili dogoniliśmy zawodników z końca stawki osób biegnących na 10 km, którzy wystartowali 10 minut przed nami. Zrobiło się tłocznie i tempo trochę spadło. Pierwsze 5 km w czasie około 19 minut, jest dobrze. Mijam drugi punkt z wodą, najwyższy czas zacząć się schładzać. Proszę wolontariuszy, aby polewali mnie wodą, co czynią z ochotą i radością. Na pewno mieli z tego ubaw, a ja ulgę dla powoli rozpalającego się ciała ze względu na bezchmurne niebo i niewielką ilość zacienionych miejsc na trasie. Na 10 kilometrze doganiam jednego z zawodników biegnących maraton, według moich obserwacji biegł on na 2 pozycji. Kończąc pierwszą pętlę mijam po raz pierwszy mój niezawodny jak zawsze support, w postaci znajomych oraz rodziny. Polewają mnie wodą, dopingują, a przede wszystkim podają niezbędne do uzupełnienia braków węglowodanowych żele energetyczne oraz własnoręcznie zrobiony izotonik. Druga pętla wyszła nieco szybciej, czas na półmetku (1:20:24) napawał optymizmem odnośnie ustalonego przeze mnie celu – złamania 2 godzin i 40 minut na pełnym dystansie maratońskim. W połowie dystansu zorientowałem się, że nie jestem jednak na 2 pozycji, a na 3 ze stratą około 700 metrów do 2 zawodnika. Pierwszy był oczywiście poza moim zasięgiem. Kenijczyk kontrolował bieg od początku, aż do mety, zapewne oszczędzając siły na najbliższe starty. Potrafią oni biegać po 2-4 biegów w ciągu jednego weekendu, za każdym razem stając na podium. Dla mnie, jak i dla wielu amatorów, poziom ten jest prawdopodobnie nieosiągalny. Na nawrocie przed końcem drugiej pętli, znów skorzystałem z pomocy moich bliskich którzy oblali mnie wodą (ulga w czystej postaci), podali żel energetyczny oraz izotonik do popicia. Bez nich nie byłbym w stanie pobiec na takim poziomie. Ja byłem na 3 pozycji, za mną, dosłownie 200-300 metrów, biegli zawodnicy na kolejnych pozycjach. Wiedziałem, że nie mogę odpuszczać i trzymać mocne tempo. Na trasie się rozluźniło, dobiegli prawie wszyscy z biegu na 10 km, a oni stanowili większość wszystkich startujących. Można było spokojnie biec. Po skończonej 3 pętli, zjedzeniu ostatniego żelu, rozpoczęło się ostatnie 10 km. To tu z reguły rozgrywa się największa walka, walka z samym sobą oraz organizmem. Słynna ściana dopada ludzi właśnie pomiędzy 30 a 40 kilometrem. Mocne przygotowanie do tego startu, wybiegania o długości 35 km miały mnie przygotować na to, aby zminimalizować bądź całkowicie wykluczyć ta sytuację. Minimalny kryzys przyszedł na 36 kilometrze. Zwolniłem dosłownie o kilka sekund na kilometrze, ale po niespełna 10 minutach pozbierałem się i trzymałem mocne tempo do samego końca, walcząc już tylko z wynikiem, ponieważ wiedziałem, że 4 zawodnik jest już kilka minut za mną. Dobiegam do mety, czeka mnie jeszcze nawrotka (około 200 metrów do końca), słyszę moich znajomych i bliskich dopingujących mnie i cieszących się ze mną. Przyspieszam, ponieważ zegar nieubłaganie zbliża się do 2 godzin i 40 minut. Wbiegam na metę, patrzę - udało się 2 godziny 39 minut i 57 sekund. Nogi bolą, ale nie aż tak jak półtora roku temu na maratonie w Berlinie. Wtedy nie mogłem chodzić, teraz jest dobrze, nawet bardzo. Osiągnąłem zamierzony cel oraz zająłem 3 miejsce w klasyfikacji generalnej, plasując się na 1 miejscu w województwie.

Trasa biegu pozostawiała wiele do życzenia, za mało osób informujących o tym, którą stroną mamy biec, tłum biegaczy z krótszego dystansu, mieszający się z osobami startującymi o 10 minut później. Miejsce krzyżowania się trasy, przy placu Piłsudskiego także mogło zostać lepiej oznaczone i otaśmowane, aby biegnący z przeciwnych stron nie musieli się zastanawiać, gdzie mają biec. Na szczęście były też plusy, 2 zraszacze z wodą, które koiły obolałe mięśnie oraz częste punkty odżywcze, co około 3,5 km. Pogoda także dopisała, patrząc na to co działo się w kwietniu."

Paweł Ruszała

 

 

Autorami zdjęć są: Paweł Marcinkiewicz oraz Karolina Ruszała

Data publikacji: 10-05-2018 14:37
Opublikował(a): Marcin Kazin
Wersja XML

Nasi partnerzy:

×

Wyszukaj w serwisie